–  Idziemy do kina?

– No dobra

1. I już czuję ten dreszczyk. Niby nic, a robi się przyjemnie. Dobrze mi gdy idę do kina. Już na starcie mam zrobiony cały dzień, a humor, choć nigdy go nie brakuje, jest w najlepszej formie.

2. Szukanie idealnego filmu na wieczór. Przeglądanie premier, nowości, przebieranie w polecankach i rozmowy ze znajomymi, czyli co jak i w ogóle. Tak jak nie przesłuchasz w życiu wszystkich piosenek, nie przeczytasz wszystkich moich tekstów (choć zachęcam), tak i nie obejrzysz każdego filmu, a strata godziny boli. I choćbyś przeczytał Filmweb, IMDB i Rotten tomatoes razem wzięte to i tak na koniec możesz ostatecznie trafić na gniota. Takie życie.

3. Kupowanie biletu i ten moment gdy czujesz go w ręku (bez skojarzeń proszę). Kiedyś przez długie lata zbierałem bilety kinowe. Strasznie lubiłem czuć je w ręku, przerzucać i sprawdzać gdzie i na jakim byłem. Na każdym wyjeździe starałem się odwiedzić miejscowe kino. To też forma podróżowania, którą polecam.

4. Zapach popcornu przy wejściu. Tak, jestem jednych z tych, którzy zawsze zamawiają popcorn z colą. Najlepiej w zestawie, dużym.

2349758304_a0a6c155b3_b

– Myślisz, że będzie dobry?

– Ostatni film był całkiem spoko, a recenzje nawet niezłe.

5. Te ostatnie rozmówki, uwagi, podśmiechujki.

– Dobra. Dam się zaskoczyć

6. Pora na najlepszy punkt wieczoru czyli reklamy przed seansem. I już odpowiadam na Twoje pytanie: oczywiście zawsze mogłoby być więcej trailerów, ale dobre reklamy są też dobre. Dla wszystkich narzekaczy rekomenduję: przychodźcie te 20 minut później i przestańcie mi przeszkadzać w trakcie mojego reklamowego seansu. Jeszcze jedna? Nie no, dalej? Jeszcze jedna i dalej, żryj popcorn chamie.

7. Ciamkanie, chrumkanie, szeleszczenie i wszystkie odgłosy towarzyszące pożeraniu popcornów, nachosów i cukierków. Jakbym chciał siedzieć w ciszy, to bym filmy oglądał w domu przy zgaszonym świetle i zasłoniętych oknach, a najlepiej ze słuchawkami na uszach. Jak idziesz do ludzi, to licz się z tym, że oni tam będą! Serio! Kino to nie teatr, choć niestety i tam ostatnio bywa różnie o czym pisałem tutaj: DO TEATRU W JAPONKACH, CZYLI Z CHAMSTWEM SIĘ DYSKUTUJE. Oczywiście nie dopuszczam tym twierdzeniem ćwikły i cebuli, no ale trzeba być gotowym na wszystko. Wielbicielom ciszy i spokoju polecam kina studyjne. Również i tam bywam, chociaż zdecydowanie wolę kinowe molochy. Lubie być częścią tłumu, nawet w kinie.

8. Zeżarcie wielkiego popcornu i zapicie litrową colą. Zjem, uśmiechnę się i powiem, że było dobrze. Najczęściej wybieram duże multipleksy, bo lubię ze swoim popcornem czuć się komfortowo. Mam popcorn i nie zawaham się go użyć. Co więcej, z pełną świadomością zaleję wszystko colą. Drżyjcie malkontenci i dietetycy.

9. No i oczywiście sam film, czasami. Ten fragment wyjścia do kina jest najmniej pewny i może nie skupiajmy się na nim zbyt długo, bo już czekają na nas…

10. Rozmowy po seansie, które trwają, trwają i trwają aż się skończą, najlepiej na pokinowym piwie, kiedy zawsze można powiedzieć, że kiedyś to dopiero było kino.

234983681_438e6d6adf_o