O książce THORN zrobiło się głośno już na długo przed jej publikacją. Kominek aka Jason Hunt postanowił po tegorocznym rebrandingu i dłuższym blogowym marazmie uczynić nareszcie pierwszy poważny krok ku realnej wizerunkowej zmianie. Inny szablon i niecodzienne ujęcia Piesi na Instagramie nie wystarczą. Choć nikt nigdy nie ujmował mu pozycji chyba najbardziej rozpoznawalnego polskiego blogera, przecierającego szlaki zarówno jeżeli chodzi o sposób prowadzenia bloga jak i współpracę z markami, to jednak ciągle było to zbyt mało, brakowało  tej kropki nad i.  Szczególnie brakowało jej w sytuacji zmiany nie tyle nazwy adresu bloga, jak już to wielokrotnie bywało, ale całkowitego odwrócenie tego z czym kojarzono Cię przez lata orki na blogowym ugorze. Brakowało przecięcia pępowiny, która nadal łączyła Kominka z Jasonem. Brakowało jej, aż tu nagle pojawił się THORN.

Taki Układ to ja rozumiem

IMG_20150824_224706Już na pierwszy rzut oka zwraca uwagę niecodzienny układ samej książki. Chociaż rąbek tajemnicy uchylony został już na etapie promocji, to skala nowatorstwa nadal może zaskakiwać. Jednym się to spodoba, innym nie. Ktoś powie: przerost formy nad treścią, czy nie jestem debilem, żeby podkreślać mi to co jest najważniejsze. Inny z kolei podziękuje, bo sam najczęściej skupia się najbardziej na miejscach, które są dla powieści, książki najważniejsze. W tym przypadku autor daje do zrozumienia co najważniejsze jest dla niego (niekoniecznie dla Ciebie. Przecież nikt Cię do tego nie zmusza). W pełnym zrozumieniu książki, o czym później, te małe podpowiedzi są niezwykle ważne. Jedno jest pewne, nie można obok takiego spojrzenia na książkę przejść obojętnie, a to, że rozpętało się już wokół niego  tyle  dyskusji, sprawia, że z ciekawością patrzę w przyszłość i na kierunek jaki obiorą wydawnictwa w dobie coraz większego przenikania się Internetu z książką.

THORN

Już na pierwszych stronach dostajemy tytułem wstępu:


Być może powieść jest inspirowana faktami, ale należy czytać ją tak, jakby historie w niej opisane nigdy się nie wydarzyły, a bohaterowie nigdy nie istnieli.


IMG_20150824_224706Ostrzeżenie jak najbardziej słuszne, bo nawiązań do tekstów, a nawet wprost do biografii samego Kominka w książce nie brakuje. THORN w wielkim skrócie to historia chłopaka-marzyciela, który krocząc życiem „po swojemu” stara się dojść tam, gdzie nikt nie spodziewa się, że nawet o tym pomyśli. Taki tam skromny chłopak z nadmorskiej miejscowości, mający swoją ławeczkę, swojego starego jak świat sprawdzonego kolegę i w planach podbicie Nowego Jorku. Nie o sam główny wątek fabularny jednak chodzi, a przede wszystkim o to co mu towarzyszy: uczucia, emocje, budowane z mozołem i burzone w sekundę plany i marzenia oraz nieustanne pragnienie bycia lepszym. Motywowane różnymi przesłankami, ale ciągle z tym samym niezmiennym celem.

Rozkminy, teorie, tajemnice

Już chwilę po premierze pojawiły się komentarze o przeroście formy nad treścią, rozbuchanym ego pisarza, a i samych recenzentów – spisku żydoblogeromasonów. THORN to nie książka Jasonelio Hunteilo. Choć momentami nie brakuje tu patosu, to nigdy nie zostaje przekroczona cienka czerwona linia dzieląca go od żenady. Równowaga zostaje zachowana.

Nie mógłbym nigdy odmówić nikomu doszukiwania się jakiejkolwiek w książce drugiego dna, tym bardziej, jeżeli autor zostawił ku temu tak wiele możliwości i dróg którymi można do niego dojść. Prawdziwych zagadek, ukrytych informacji przesłań na 300 stronach książki nie brakuje, a niektóre z teorii wymyślonych przez czytelników mi osobiście wręcz rozwaliły mózgownicę.

Jason, nie wiem czy jesteś już orłem, ale kurą w zagrodzie z pewnością bym Cię już nie nazwał.