Cztery razy w tygodniu, zaraz po pracy, pakuję szybko plecak i wychodzę. Dzień może być trudny, ale nawet najtrudniejszy nigdy nie jest na tyle zły, żeby się nie przełamać. Ktoś wybiera chipsy i piwo, ja zdecydowanie wybieram opcję każdą inną. Zmęczę się i wymęczę wszystko co mi gdzieś siedzi. To takie proste, ale wystarczą proste, wypracowane ruchy. Uchylam plecy, ustawiam nogi, trzymam barki i zaczynam. W tym czasie przed oczami nie mam nic poza potem, która spływa na oczy. Rozglądam się jednak w międzyczasie i widzę ludzi, a Oni bywają różni…

Łaziki-szwędacze

Niby przyszli na salę, na nogach lśnią czyściutkie najacze, a pachnąca jeszcze nowością koszuleczka na ramiączkach new balance świeci w przyciemnionym świetle. Niby wszędzie ich pełno, śmigają w świeżutkich ciuszkach, są przy każdym urządzeniu, ale jednak nigdy nie widać ich z ciężarami. Przez dwie godziny z Apple watchem na ręku zrobią kilka kilometrów przemieszczając się od maszyny do maszyny z nieschodzącym z twarzy spojrzeniem trenera personalnego. Trenera, który tylko szuka osoby chętnej do odpowiedniego zmotywowania. Najchętniej natomiast bacznym wzrokiem mędrca omiatają miejsca odwiedzane najczęściej przez Panie. Naprawdę nie chcę wiedzieć, co chcieliby im pokazać.

Chore pojeby

160 centymetrów wzrostu, 160 wagi, 160 w bicku. Wielcy, nalani, wyglądem przypominający konia pociągowego. Chodzące po sali perszerony, które już samym wzrokiem mogliby podnieść wszystko. Nigdy nie ogarnę co powoduje ludźmi, którzy chcą wyglądać właśnie w ten sposób. Tym bardziej, że zdarza im się przy tym mówić, że to wszystko, to przecież naturalne jest. No oczywiście! Ten bebech sam się tak wydął i nie mają z tym nic wspólnego dziwne nakłucia na ręce. Ręce, czy raczej mięśniu, który wyglądem przypomina bardziej nogę konia.

Telefony i ciężary

Jedni podnoszą ciężary, drudzy telefony. Na klatkę najlepiej wchodzi im seria smsów, mmsów, snapów i wiadomości na Massangerze. Ze skupienia nie podnoszą przy tym wzroku, wpatrzeni w ekran komórki. I niby wszystko byłoby ok, bo co komu do tego, jak „ćwiczysz”. Gdyby tylko nie blokowali przy tym miejsca. A to już jest irytujące, jak człowiek szykujący portfela dopiero przy kasie. Przy wejściu na siłki często jest jakaś sofka, czy inny zydelek. Przebierzcie się, strzelcie sobie fotkę w szatni i już spokojnie możecie odsiedzieć swoje.

Ludzie sztosy

Ci ludzie po prostu nakurwiają. Nie mają spiny, nie czekają na ochy nad tym, jak są zajebiści. Biorą sztangę na i machają dopóki nie zmienią jej na hantel, czy drążek. Czymkolwiek robią serie, machają do krańcowego zmęczenia i finalnej radości z dobrze wykonanej roboty. Bo przecież właśnie tego szukamy w tym miejscu. Nie chodzę tutaj dla kogoś, by podobać się komuś. Podobać musisz się sobie, a reszta wtedy przychodzi automatycznie.

Normalsi

Ja, najprawdopodobniej i Ty. Mają swój trening pokazany najczęściej przez kolegę – tego, który się zna lub ściągnięty z Internetu. Mają swoje proste cele: by wyglądać lepiej, by latem zmienić rozmiar na emkę, bardziej tę obcisłą emkę. Chcą się podobać i czuć się dobrze w swojej nowej skórze. Chodzą na siłkę trzy razy w tygodniu, bo przecież wakacje idą i weekend się zbliża. Weekend-usprawiedliwienie, by móc w spokoju się napić.  Niektórzą piją, by ćwiczyć, a inni ćwiczą, by móc się napić. Sam piwa w słoneczne i te ciemniejsze dni nie odmawiam i boję się jakbym wyglądał, gdyby nie te wylane litry potu.