Dobrze znamy tragiczne losy Cmentarza Obrońców Lwowa, części Cmentarza Łyczakowskiego, tak potwornie zdewastowanego w czasach sowieckich. Rosjanie, jak mieli to w zwyczaju, sierpem i młotem niszczyli wszystko, co mło stać się jakimkolwiek symbolem, starając się tym samym pogrzebać historię i wszystko to, co było przed nimi. Bo wszystko co przed nimi nie zasługiwało przecież na pamięć. Tuż po włączeniu do ZSRS, na Cmentarzu Orląt nastąpiła pierwsza dewastacja i grabież katakumb i grobów. Śmieci i ogólny syf stały się wtedy nieodzowną częścią tego miejsca. W 1971 roku reszty zniszczenia dopełniły natomiast czołgi i ciężki sprzęt. Sowietom nie dał się tylko Pomnik chwały, choć i na niego niejednokrotnie podnoszono rękę.

Lwy na Cmentarzu Orląt Lwowskich

Dwa kamienne lwy stały się prawdziwymi symbolami nie tylko Cmentarza Obrońców Lwowa, ale również polskiego Lwowa. W okresie drugiej Rzeczypospolitej dumnie chroniły pamięć obrońców miasta. Jeden z nich miał na tarczy herb Lwowa i napis: “Zawsze wierny”, drugi zaś – godło Rzeczypospolitej z napisem: “Tobie Polsko”. W latach ’60 zostały usunięte z Cmentarza, a historia ich powrotu w to miejsce to prawdziwa epopeja. Jednego z nich odesłano na początku na Wysoki Zamek, by później przenieść przed klinikę psychiatryczną na Kulparkowie. Drugi z kolei stał najdłużej przy drodze prowadzącej na Winniki. Rekonstrukcję Cmentarza Orląt rozpoczęto w 1989 roku dzięki staraniom firmy Energopol. Wywieziono wtedy ogromne ilości gruzu i śmieci, mierzone już wtedy w metrach. Lwy na Cmentarz Orląt Lwowskich wróciły dopiero w grudniu 2015. Wróciły, by szybko jednak zniknąć, przykryte kiepskimi płytami wiórowymi. Lwy to zadra w oku dla “prawdziwych Ukraińców” i symbol polskiej okupacji. Dlatego Ci “ukraińscy patrioci” niezmiennie od kilku lat starają się je usunąć. O krokach oficjalnych (na Radzie miasta) i tych nieoficjalnych (wybuchające granaty) jest i było głośno. Z drugiej strony Polacy kilkukrotnie już “uwalniali” Lwy spod płyt, czego skutkiem były jedynie coraz większe mandaty. Chyba nie muszę nikomu mówić, że taka wojenka to droga donikąd.

—————————————————————————————-

Jeździe do Lwowa i skorzystajcie ze 100 złotych na Wasz pierwszy lwowski nocleg z Airbnb KLIKNIJCIE TUTAJ i rezerwujcie swój wyjazd! Wybór jest naprawdę spory!

—————————————————————————————-
Cmentarz Łyczakowski

Cmentarz Łyczakowski – historia w oczy kole

W tej smutnej opowieści, dla uzupełnienia, należy przedstawić również inny, dość mało znany fakt. Pokazać go warto tym bardziej, że jak w soczewce odbija się w nim charakter stosunków polsko-ukraińskich. Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy niepodległa Ukraina budziła się do życia, równocześnie budziły się także demony skrywanego, dzikiego nacjonalizmu.

Naszego wschodniego sąsiada ponad wszystko kole w oczy historia Lwowa. Historia, która (jakby nie zaprzeczać) ma w sobie zdecydowanie więcej pierwiastka polskiego, niż ukraińskiego. Sąsiada to kole, więc sąsiad, w ramach dobrych relacji, postanowił rozprawić się z nią w możliwie najprostszy sposób. Najprostszy i najbardziej prostacki. Postanowił ją skuć, zamalować, wyburzyć i przykryć ohydnym tynkiem. Z byłymi gospodarzami postanowił natomiast rozprawić się za pomocą łomu.

Cmentarz Łyczakowski

Spacerując spokojnie cmentarnymi alejkami, przypatrzmy się dokładnie zdjęciom osób spoczywających tutaj snem wiecznym. Szybko wpadnie nam w oczy pewna prosta zależność. Tych zdjęć po prostu nie będzie-będą wyrwane lub podziurawione. Zawsze wtedy, gdy na grobie znajdować się będzie polskie nazwisko.

Nie wiem, czy o to chodziło gospodarzom (chociaż chyba nie mogę się mylić), ale wychodzi na to, że starali się po prostu “wykłóć pozostałości wczoraj”. Bez ociągania się i niedomówień. Cmentarze są przecież prawdziwym zwierciadłem miasta. Idąc cmentarną aleją widać wszystko jak dłoni. Kto tutaj mieszkał i na jaki pochówek mógł sobie pozwolić. Dokładnie można rozpoznać nazwiska widniejące na wielopokoleniowych grobowcach, kaplicach cmentarnych. Co zatem pozostaje? Najbardziej atawistyczny, zwierzęcy odruch. Zarzucić śmieciami, zaorać, zniszczyć. Niestety mam przykrą wiadomość dla wszystkim, którzy tę drogę uważają za słuszną. Historia uczy, że barbarzyństwo najczęściej nigdy nie popłaca, tym bardziej, kiedy nie idzie za nim nic więcej.

W ostatnim czasie nie słychać na szczęście o podobnych przypadkach wandalizmu, chociaż spór o Lwy, napisy i symbole nie wymaga chyba większego komentarza. Tym bardziej, gdy po naszej stronie granicy przykładów odwołań Ukraińców do ich banderowskich korzeni nie brakuje. Problem i tragedia wokół Cmentarza Obrońców Lwowa to nie tylko historia. To nieustanna walka o pamięć, która nadal trwa.

Mimo przeszłości i trudnego dzisiaj kochajmy Lwów i bywajmy tu jak najczęściej. Cmentarz Łyczakowski to stały punkt podczas każdej wizyty we Lwowie. Kolejne podpowiedzi co do planu Waszej przyszłej podróży znajdziecie w tekście Weekend we Lwowie. Korzystajcie do woli!