Jadąc do Naddniestrza oczekiwałem, że zobaczę europejską Koreę Północną, skostniałą wyspę z przeszłości na morzu wzburzonego dzisiaj. Walonki, ciągnące się kolejki, dymiące Żyguli, złote zęby i okazałe Leniny w tle. Okazało się, że zabrakło wszystkiego, oprócz pokaźnej reprezentacji tych ostatnich panów.

Na Naddniestrze

Granicę z Naddniestrzem przekraczaliśmy od strony ukraińskiej, tego samego dnia zwiedzając jeszcze piękną o każdej porze roku Odessę.

14264154_10210251182261283_2938710700763186797_n

Odeski wschód słońca

Już na samym początku chciałbym rozwiać wszystkie wątpliwości i obawy. Nie ma co się przerażać i wierzyć w to co powiedział sąsiad człowieka, który znał kogoś, kto kiedyś przeczytał, że ten kto raz wjechał do Naddniestrza, ten już nie wyjedzie. No może za wyjątkiem tych, którzy nawet nie wjechali, a słuch i tak po nich zaginął.

Przekraczanie granicy to bułka z masłem!

Na granicy ukraińskiej dostajesz rutynowo pieczątkę wyjazdową i jedziesz spokojnie na granicę naddniestrzańską. Wysiadasz i jeżeli nie jesteś zbyt wskazujący na spożycie, to naprawdę nic nie powinno stanąć na przeszkodzie, by od Pana z budki dostać 48 godzinną wizę. Przy wjeździe warto jednak zapamiętać miejsce, w którym planuje się nocleg. Ja miałem tę ciekawą przyjemność nocowania w chyba największym hotelu Tiraspola – Aist, Możecie rzucać tę nazwę i adres Nabierieżnaja tri w ciemno. Bocian, bo tak tłumaczy się nazwę, jest olbrzymim molochem, który mógłby pewnie pomieścić na raz wszystkich turystów, którzy przyjeżdżają tutaj przez miesiąc. Na wejściu dostaniecie pytanie-klucz: pokój z wodą ciepłą czy zimną? No ja bym jednak nie oszczędzał, chociaż Pani się jednak odrobinę zdziwiła. Wypisujecie karteczkę i dostajecie klucze do pokoju, który nie straszy, ma w miarę czystą łazienkę, łóżka i chyba świeżą pościel. Kiedy nie wnikasz głębiej w temat, to nic więcej nie trzeba, a widok z balkonu również rekompensuje wiele kwestii. Co ciekawe, za rzeką jest już Mołdawia.

DCIM100GOPRO

Z balkonu Bociana

14804971_10210612509014226_51967963_n

Pizza w cieniu Lenina

Idziemy szerokim chodnikiem reprezentacyjnej arterii Tiraspola – jakby inaczej, ulicy 25 października i możemy dostać po twarzy butnego europejczyka po raz pierwszy. Co widzimy? Zachód, moi drodzy, Zachód w czystej postaci. Sushi, pizza i Prosecco. Szeroka jezdnia, po której poruszają się, mówiąc marketingowo, nowe samochody uznanych zachodnich marek. Nie ma korków, bo w całym państwie mieszka około 500 tysięcy osób, ale nie ma też pustych pasów, które widzimy na filmach dokumentalnych z Korei Północnej, a którą mieliśmy przecież tutaj zastać.

DCIM100GOPRO

Ulica 25 paźdzniernika

14801104_10210612511294283_402293705_n

Ulica 25 października

Jest czysto, świeżo, socrealistyczno-majestatycznie (Tiraspol bardzo ucierpiał podczas wojny z 1992 roku i został odbudowany w sprawdzony sposób), co by nie mówić nowocześnie, a drzewka są pobielone. Wchodzimy więc do knajpy i czujemy się jak w restauracji czy pubie jakiegokolwiek innego europejskiego miasta. Nie będę się zbytnio nad tym rozpisywał, bo kto choć raz wyszedł poza swoje cztery ściany, ten wie. Z wielką chęcią poszedłbym do kilku podobnych knajpek również w Krakowie.

Przez dwa dni przemierzania Tiraspola we wszystkie strony spotkałem tylko jednego bezdomnego proszącego o pieniądze. Było to jednak późną nocą, a facet, wnioskując z zachowania miejscowych, był lokalnym bohaterem, któremu w życiu nie wyszło. Ok, myślę, skoro jemu wolno, znaczy zasługuje i dostał kilkanaście lokalnych rubli.

Ruble naddniestrzańskie

Naddniestrzańcy poszaleli i wymyślili własną walutę, która obowiązuje tylko na terenie ich państwa. Kurs jest sztywny, podtrzymywany przez rosyjskie wsparcie finansowe, a bankomaty można znaleźć prawie przed każdym sklepem. Większość mieszkańców Naddniestrza ma dwa, a nawet i trzy paszporty (paszport mołdawski wydawany jest automatycznie, z racji tego, że Kiszyniów nie uznaje prawnie Tiraspola. Spora część mieszkańców ma również paszport rosyjski, ukraiński, a szczęśliwcy nawet rumuński), które pozwalają na wyjazd i pracę poza tym niewielkim quasi-państwem. Zarobione pieniądze wracają do Naddniestrza, następuje szybka wymiana i interes jakoś się kręci. Nie można też zapomnieć, że Naddniestrze było i do dzisiaj pozostaje miejscem, gdzie zarówno broń jak i podrabiane skarpetki na masową skalę potrafią zmienić swoich właścicieli.

Pamiętajcie więc, by na miejscu wydać wszystko co zamieniliście. Z Naddniestrza wyjechałem z rublami o równowartości 25 złotych, z których Mołdawianie tylko się śmieli. Z drugiej strony ruble są jednak najtańszą i chyba najlżejszą pamiątką, którą można wywieźć z tego kraju.

14812892_10210612529334734_1047969275_o

Naddniestrzańskie ruble

Nad wszystkim czuwa lokalny Szeryf

2/3 sklepów, stacji paliwowych i różnych przybytków natury spożywczo-wódczano-paliwowej należy do tego samego Pana, który w niepisany sposób dzierży stery naddniestrzańskiej gospodarki. Do niego należy również lokalny potentat piłkarski – Sheriff Tiraspol, na którego mecz warto się wybrać, bo co by nie mówić to czternastokrotny mistrz Mołdawii (od 2000 roku nie wyszło mu tylko dwa razy) i stały uczestnik rozgrywek Ligi Europy. Będąc na miejscu warto również w klubowym sklepie zaopatrzyć się w kilka miejscowych gadżetów. Co jak co, ale fanów Sheriffa na polskich ulicach nie ma zbyt wielu, a lokalne dresy już szybciej pogubią się kto z kim trzyma sztamę, niż spuszczą komuś łomot. Keep Calm and Support Sheriff Tiraspol!

W Conversach na pochód pierwszomajowy

Teoretycznie Naddniestrze składa się w jeden trzeciej z Rosjan, Mołdawian i Ukraińców a rosyjski, rumuński i ukraiński są równocześnie językami urzędowymi (hymn również jest trójjęzyczny). W rzeczywistości to mała Rosja i nie spotkałem nikogo, kto nie rozmawiałbym w po rosyjsku. Nawet jeżeli referendum o przyłączeniu do Rosji odbyłoby się przy zachowaniu wszystkich demokratycznych standardów, wynik byłby taki sam. Jestem pewny, że 90% mieszkańców zagłosowałoby ZA i biorąc pod uwagę historię dalszą i bliższą nie ma się czemu dziwić.

Prorosyjskie i prosowieckie nastawienie widoczne jest tutaj naprawdę na każdym kroku. Obok miejskich ośrodków kultury widać uczniów szykujących się do okolicznościowych przemarszów, na billboardach świecą sowieckie gwiazdy a nad wszystkim góruje Lenin, którego w mieście można zobaczyć w wielu odsłonach, w tym tego najważniejszego pod pałacem prezydenckim.

DCIM100GOPRO

Pod skrzydłami Lenina

tiraspol

Za Ojczyznę!

Państwo, którego nie ma

Wjeżdżając tutaj trzeba pamiętać o istotnej kwestii. Tego kraju nie ma. Od 1992 roku, gdy po krótkiej wojnie, z olbrzymią pomocą wojsk rosyjskich, Naddniestrzu udało się uzyskać niepodległość, w jego statusie nie zmieniło się nic. Państwo uznaje w tej chwili Abchazja i Osetia Południowa i na tym długa lista się kończy. Flagi  tych „krajów” dumnie powiewają w centrum miasta, świadcząc o rozbudowanych międzynarodowych stosunkach kraju. Więc nawet jeżeli wjechaliście bezpiecznie  i na ulicy czujecie się równie bezpiecznie to złamać nogę, dostać po twarzy, czy zasnąć w knajpie po kilkunastu głębszych można wszędzie. Jeżeli jednak w każdym innym miejscu zawsze można liczyć na pomoc polskiego konsula, to tutaj takiej pomocy nie otrzymasz. Tak naprawdę możesz liczyć tylko na siebie i własną samokontrolę. Mam nadzieję, że nigdy nikomu jej nie zabraknie.

Na Naddniestrze!

Tiraspol

I love Tiraspol